Pascal-cytat1

Wyświetlono archiwalną wersję tematu "Pascal-cytat1" z forum alt.pl.filozofia-religijna

Zbigniew Wieczorek - 12 Gru 2000, 13:47

Znalazlem taki fragment u Pascala.
Jak to zwykle u Pascala mysl z poczatku wydaje sie prosta....
Mnie ta mysl trzyma w napieciu i niepokoju. Poza tym wydaje mi sie , ze
Pascal pod koniec jakby troche ironizowal, bawil sie zelazna i nieludzka
logika swojego wywodu.
Mam nadzieje, ze jest to nawiazanie zarowno do zapoczatkowana przez Rozyczke
dyskusji o milosci jak dyskusji o duszy (od kiedy dusza itd)

Zbyszek

306. [C. 375] Co to jest ja?
Jesli czlovviek jakis stanie w oknie, aby sie przygladac przechodzacym, a ja
przechodze tamtedy, czy moge powiedziec, iz stanal tarn, aby mnie widziec?
Nie;
gdyz nie myslal o mnie w szczegolnosci. A ten, kto kocha kogos dia jego
pieknosci, czy go kocha? Nie;
gdyz ospa, ktora zabije pieknosc nie zabijajac czlowieka, sprawi, iz
przestanie go kochac.
A jesli mnie ktos kocha dia mego rozumu, dia mej pamieci, czy kocha mnie?
Nie, poniewaz moge stracic te przymioty nie tracac samego siebie. Gdziez
jest tedy owo ja, jesli nie jest ani w ciele, ani w duszy?
I jak kochac cialo lub dusze, jesli nie dla tych przymiotow, ktore nie
stanowia tego, co tworzy moje ja, skoro sa zniszczalne? Czyz bowiem moglby
ktos kochac istote duszy jakiejs osoby w sposob oderwany, bez wzgledu na jej
przymioty? To nie jest mozliwe i byloby niesluszne. Nie kochamy tedy nigdy
osoby, ale jedynie przymioty.
Nie drwijciez tedy z tych, ktorzy kaza sie czcic za urzedy i godnosci,
kochamy bowiem ludzi jedynie za pozyczone przymioty.

Różyczka - 12 Gru 2000, 18:04

czy naduzyciem ogromnym będzie, jesli pozwole sobie zinterpretować to jako
potwierdzenie jedynie tego, o czym pisałam/pisał de Mello?
tylko, że Pasal nie odmawia takim 'uczuciom' słowa kochać...

A tak nieco OT [przepraszam ;)))] jestem tak niezwykle szczęśliwa, że w
końcu dane mi było niejako przejrzeć.
Nie wiem jeszcze, co zrobię z tym faktem, że mam nowe spojrzenie na tak
podstawowe kwestie jak miłość właśnie.
To cudowne i straszne zarazem.
Zabrakło wygodnego 'wytrychu' w postaci relatywnie prostego tłumaczenia
sobie różności ;)
Zabrakło, więc...
pojawił się u mnie nieznany mi dotąd głód.
Głód czegoś, co zastąpi te 'wytrychy'...
Następny wytrych?
...

Piotr Piesik - 13 Gru 2000, 14:00

gdyz ospa, ktora zabije pieknosc nie zabijajac czlowieka, sprawi, iz
przestanie go kochac.
A jesli mnie ktos kocha dia mego rozumu, dia mej pamieci, czy kocha mnie?
Nie, poniewaz moge stracic te przymioty nie tracac samego siebie. Gdziez
jest tedy owo ja, jesli nie jest ani w ciele, ani w duszy?
I jak kochac cialo lub dusze, jesli nie dla tych przymiotow, ktore nie
stanowia tego, co tworzy moje ja, skoro sa zniszczalne? Czyz bowiem moglby
ktos kochac istote duszy jakiejs osoby w sposob oderwany, bez wzgledu na jej
przymioty? To nie jest mozliwe i byloby niesluszne. Nie kochamy tedy nigdy
osoby, ale jedynie przymioty.


Jest jeszcze pare mozliwosci :-)

1. Kochamy wspomnienia. Przymioty, ktore ktos utracil, albo ktorych nigdy nie
mial.

2. Kochamy cos, jakis skladnik czlowieczenstwa, ktory jest niezniszczalny. Ktory
albo istnieje obiektywnie, albo tylko w naszych wyobrazeniach. Pascal tak latwo
posluguje sie pojeciem "dusza" jakby to byla srubka w jakiejs maszynie. A moze
to nie o dusze chodzi...

3. Kochamy tak naprawde... tylko siebie. Co zreszta nie stoi w sprzecznosci z
zadnym z powyzszych.

4. W ogole nie kochamy. Straszne? Ale mozliwe.

pozdrawiam

Piotr

Bromus - 13 Gru 2000, 14:23


Znalazlem taki fragment u Pascala.
306. [C. 375] Co to jest ja?


No właśnie. Dlaczego ja to nie ty, a ty to nie ja? Dlaczego nie tworzymy
jakiejś zbiorowej

(który na pewno poruszę w jakimś osobnym poście).

I jak kochac cialo lub dusze, jesli nie dla tych przymiotow, ktore nie
stanowia tego, co tworzy moje ja, skoro sa zniszczalne? Czyz bowiem moglby
ktos kochac istote duszy jakiejs osoby w sposob oderwany, bez wzgledu na
jej
przymioty? To nie jest mozliwe i byloby niesluszne. Nie kochamy tedy nigdy
osoby, ale jedynie przymioty.
Nie drwijciez tedy z tych, ktorzy kaza sie czcic za urzedy i godnosci,
kochamy bowiem ludzi jedynie za pozyczone przymioty.


A może za de Mello można by powiedzieć, że nie kochamy innych tylko nasze o
nich wyobrażenie?

"Nigdy nie byłeś zakochany w rzeczywistej osobie, byłeś natomiast zakochany
w swojej a priori przjętej wizji tej osoby. I czy to nie jest właśnie powód,
dla któego się  odkochujesz? Twoja wizja uległa zmianie, prawda?"

Bromus

gosh - 13 Gru 2000, 22:07


(...)

Nie drwijciez tedy z tych, ktorzy kaza sie czcic za urzedy i godnosci,
kochamy bowiem ludzi jedynie za pozyczone przymioty.


A ja wierze w to, ze kocha sie _istote_ czlowieka. Oczywiscie nie zawsze
- najczesciej nasze uczucia zatrzymuja sie na przymiotach - jednak
wcale tak byc nie musi.

Jesli Pascal mialby racje, niemozliwa by byla milosc blizniego.
Moglibysmy kochac tylko tych, ktorych przymioty bylyby dla nas mile.
Znaczyloby to, ze Bog wymaga od nas rzeczy niemozliwej.

Poza tym, co to bylaby za milosc ? Kalectwo, utrata wladz umyslowych,
urody lub godnosci, pozbawialyby nas milosci drugiej osoby. Kto chcialby
byc kochany w ten sposob ?

Pisze, ze milosc nieoparta sie na przymiotach jest mozliwa, bo
doswiadczylam jej w pewnym stopniu. Nie wiem, czy uda mi sie to wyjasnic.

________ Klucz lezy w tym, by odnosic wszystko do Boga. Bog powinien byc
pryzmatem, przez ktory patrzymy na siebie i innych. ________

"Jaka jestem ?" Gdybym miala na to patrzec i wedlug tego obdarzac sie
miloscia, to albo popadlabym w prozna pyche, albo znienawidzila sama
siebie. W taki sposob moge kochac tylko to, co jest calkowicie doskonale,
a wiec tylko jedna Osoba - Boga.

Nie moge kochac siebie za to, JAKA jestem, bo nie mam ku temu podstaw.
Moge natomiast kochac siebie za to KIM jestem (KIM mam sie stac). Jestem
wielka idea Boga, Jego wielkim pomyslem, a na dodatek - Jego wlasnym
dzieckiem. Zastanowcie sie, co to znaczy.

[Jesli przepuszczacie mimo uszu to, ze jestescie dziecmi Bozymi,  
powiedzcie to innymi slowami. Uslyszycie to wowczas tak, jak sie slyszy
po raz pierwszy. Zamiast "Ojcze nasz", powiedzcie np. "Tatusiu !".
Wiecie, ze slowo "Abba" jest wlasnie forma zdrobniala ?!]

"Jestem Jego wielkim, wspanialym pomyslem":
Jestem paskudna, uparta, grzeszna, zdradzajaca, lecz w Jego zamierzeniach
nie jestem taka - Jego idea mojej osoby to arcydzielo ! On je caly czas
realizuje, choc ja sie temu opieram. Specjalnie zsyla na mnie rozne
sytuacje i specjalnie stawia na mojej drodze roznych ludzi. On caly czas
pragnie bym byla swieta, tak jak swieta jest Jego idea mnie.

[Pomyslcie, jak wielkie plany ma Bog wobec czlowieka. Chce nam dac zycie
wieczne i posadzic kolo siebie na tronie !]

Jesli uswiadomicie sobie wielkosc swojej istoty - tej najglebszej, czyli
zawartej w samym Bogu, dopiero wowczas bedziecie mieli podstwy do milosci
wlasnej.

Milosci wlasnej ?
A mialam niby mowic o milosci blizniego ;-) ....

Sek w tym, ze nie mozna prawdziwie kochac blizniego, nie kochajac siebie.

"Kochaj blizniego, jak siebie samego", czyli:
dokladnie tak jak siebie (ni mniej, ni wiecej) i dokladnie W TAKI SAM
SPOSOB jak siebie.

Niewazne, ze blizni jest upierdliwy i glupi.
W umysle Boga jest on skarbem, wielka wizja swietosci i piekna. Bog kocha
go szalenczo i rownie szalenczo pragnie by ta wizja urzeczywistnila sie.  

Zauwazcie, ze metoda pokochania kogos, jest modlitwa za niego. Modlimy
sie przeciez o to, by urzeczywistnilo sie w tym kims arcydzielo Boga.

Serdecznie pozdrawiam
Gosia

Przemodar - 15 Gru 2000, 16:01


A ja wierze w to, ze kocha sie _istote_ czlowieka. Oczywiscie
nie zawsze - najczesciej nasze uczucia zatrzymuja sie
na przymiotach - jednak wcale tak byc nie musi.


Zgadza sie, ze tak byc nie musi, ale tak bywa najczesciej i nie uwazam
tego za zle. Czlowiek jest w duzej mierze workiem bialek i hormonow. W
naturze najbardziej puszacy sie samiec, najzdrowsza samiczka maja szanse
na przetrwanie. W cywilizacji substytutami tego sa przymioty
wspolczesnego czlowieka. A wiec zaradnosc prowadzaca do sukcesu
materialnego, czulosc i romantycznosc dla zwabienia wybranki, budowa
fizyczna rowniez nie jest bez znaczenia. W Indiach grubaski maja wieksze
szanse od chudzielcow (bo jedza duzo, a wiec stac ich na dostatnie
zycie, a wiec sa odpowiednimi kandydatami)...

Pytanie Pascala i Twoje - czy to wystarczy, by ktos pokochal w
kontekscie utraty tych przymiotow? Moze pewne znaczenie wniesc czyjas
uwaga (nie wiem skad), ze np. milosc rodzicielska opiera sie na "bo jest
moim dzieckiem". A wiec jak najbardziej odrzuca ona owe przymioty, wszak
kochane sa rowniez dzieci uposledzone, chore, brzydkie, zlosliwe,
niegrzeczne, slowem wszystkie jednako.
Jest tez druga milosc - ta miedzy obcymi sobie mezczyzna i kobieta.
Wtedy nie wystarczy "bo on/ona jest i to wystarcza". Takich "jestkow" sa
przeciez tysiace wokol nas. A wiec w tej milosci przymioty ciala i ducha
sa pierwszorzedne.

Niestety ja nie potrafie rozstrzygnac tego pytania Pascala poprawnie - w
sensie stylistycznym to paradoks. W sensie merytorycznym - chyba zbyt
malo zmiennych, by rozwazyc to naukowo.

Gosia opiera sie na przykazaniu milosci blizniego. Tak sie zastanawiam,
co to oznacza? Bowiem, zeby kogos pokochac jak samego siebie, trzeba
najpierw wnikliwie i swiadomie rozpoznac za co kochamy samych siebie. Do
czego to prowadzi? Ano do spojrzenia w glab siebie bez filtrow
kulturowych, spolecznych, nawykow i uwarunkowan. Musimy na zimno
wyliczyc i uswiadomic sobie, co w sobie lubimy, czego nie lubimy. Czy
bilans jest dla nas dodatni...

Poniewaz "niekochanie" siebie to patologia, zakladamy, ze zawsze sie
kochamy. Czy jestesmy szlachetni i czysci niczym Dziewica Orleanska, czy
moze jak Kaligula nurzamy sie w hedonizmie. To bez znaczenia, zawsze
siebie lubimy i sprawia to nam przyjemnosc.
Wniosek z tego wynika taki, ze bliznich powinnismy kochac dla nich
samych bez otoczki owych przymiotow, filtrow, zapatrywan itp.
Ale z drugiej strony jakze ich ocenimy bez przykladania do nich naszej
miarki?
Jakze rozpoznamy ich i pokochamy, jesli takiej miarki nie przylozymy do
siebie, by miec porownanie?
Zapytam wiec zlowrogo - czy nalezy innych kochac bezkrytycznie, bez
rozwazan, co stanowi za, a co przecim temu "ktosiowi"??

Sadze, ze przykazanie milosci blizniego jest bardzo mocne znaczeniowo.
Ja maluczki nie potrafie go rozgryzc i wlasnie w tej chwili pogubilem
sie we wlasnych wnioskach...

Gosia porusza kontekst przyszlosci:

Moge natomiast kochac siebie za to KIM jestem (KIM mam sie stac).


Nad tym wlasnie deliberowal Pascal - kim jestem bez przymiotow ciala i
duszy? Ja jednak przyznaje mu jedna z racji, ze ...nikim. Dopiero
nadzieja, przepraszam NADZIEJA na to, ze kims sie staniemy daje kopa do
dalszego zycia. Niewazne w jakiej sytuacji jest czlowiek - chce sie
powiesic z samotnosci, jest roslinka w szpitalnym lozku, oslepl, stracil
urode, uszkodzil mozg itp. Albo ma juz wszystko, ale szuka nowych
wyzwan. To nadzieja na wyjscie z zapasci, nadzieja, ze ktos wyzdrowieje
i bedzie jak dawniej lub w ogole lepiej zafunkcjonuje, nadzieja, ze
potrafi odmienic sie nakazuje kogos kochac.

Mysle, ze miedzy bajki mozna wlozyc twierdzenie, ze kogos mozna pokochac
bez powodu (czytaj bez zauwazenia u niego czegokolwiek wartosciowego ze
wspominanych przymiotow). Jesli chwilowo czegos takiego nie dostrzegamy,
to karmimy sie Nadzieja, ze sie zmieni, dopasowujemy go do naszych
wyobrazen. Dopasowujemy go do naszej miarki i do nas samych. Szukamy po
prostu podobienstw lub uzupelniajacych sie przeciwienstw. Lub mamy
Nadzieje na ich ukazanie sie w przyszlosci.

Antek De Mello nie myli sie w swoim:

Nigdy nie byłeś zakochany w rzeczywistej osobie, byłeś natomiast
zakochany w swojej a priori przyjętej wizji tej osoby.
I czy to nie jest właśnie powód, dla którego się odkochujesz?
Twoja wizja uległa zmianie, prawda?...


Zapytam tylko w kontekscie moich wynurzen - czy Antos gani to
zachowanie, czy po prostu stwierdza smutna, ale prawdziwa i nie do
zwalczenia ludzka przypadlosc?
Madrala jeden - powiem - zauwaza zgryzliwie ludzka przyware (stosowana
chyba przez cala ludzkosc), ale recepty nie daje. Glowkujcie sami
maluczcy! Ja dziekuje, wysiadam na najblizszym przystanku - stereotyp.
To takie cos, co daje pewnosc bez popadania w depresje ;-)

Kwestia Boga. Hmmm..., czy to nie brzmi dziwnie? Czy on kocha nas
bezkrytycznie? Nie wiem, moze rowniez karmi sie nadzieja, ze dopasujemy
sie do niego? Po to dal nam wolna wole, by sam mogl miec Nadzieje,
zamiast Pewnosci. Czy On sie bawi? Mnie takie ryzyko pociaga, moze Boga
rowniez.
Czy ja bluznie?

Przepraszam za tak dziwaczny post i sasiedni dzisiaj rowniez. Jakos
mocno zakrecony jestem i zmeczony. Mozg mi dziwnie pracuje, ciekawe jak
odbiore wlasne slowa jutro, gdy nieco wypoczne... Eh...

Zbigniew Wieczorek - 17 Gru 2000, 18:39

Witam!

Przepraszam, ze jako glowny winowajca (umiescilem cytat  Pascala na linii)
odzywam sie tak pozno.
Powiem na poczatku, iz wypowiedzi Rozyczki i Gosi byly tak osobiste,
mistyczne i przejmujace iz same w sobie bez dodatkowej polemiki stanowia
wartosc. Osobliwe, ze mistycznie zareagowal takze najbardziej trzezwy wsrod
nas  - Przemodar. Jemu tez dam spokoj....W ogole dam spokoj  i Bromusowi i
Piotrowi, a wszystkim dzieki
za podjecie tematu, poruszajacego, jak sie okazalo, zbyt osobiste sfery...

Od siebie chce dodac tylko jedna uwage. Otoz Pascal zdaje sie zakladac
radykalna granice pomiedzy <cechamiosoby a < nia sama.
Stad wniosek, ze kochamy czy cenimy cechy a nie sama osobe. Sens moralny tej
mysli wydaje mi sie mocny. Pobudza refleksje o tym ile prawdziwego uczucia
mam do bliskich mi osob, a ile zalezy od mniej lub bardziej przypadkowej
cechy.
Z ta etyka zgoda. Moj sprzeciw budzi cos innego. Otoz mozna przyjac inna
relacje miedzy <cechamia <istotaczlowieka. Moze poprzez cechy ujawnia
sie wlasnie <istotaczlowieka, i poprzez cechy odkrywamy ta istote? Mowimy
np < Celina zawsze tak lagodnie sie usmiechala. W jej usmiechu bylo tyle
ciepla i prostoty...." Przeciez w tym wypadku poprzez ceche twierdze o
istocie, poprzez usmiech odkrywam dobroc, lagodnosc, serdecznosc itd
(Szkoda, ze Celina nie zyje juz 14 lat) . Wiec moze Pascal troche przesadza
wprowadzajac taka nieprzyjazn miedzy cechami a istota czlowieka? Jezeli mam
racje to mozna kochac czlowieka poprzez kontemplacje : zadartych noskow,
figlarnych loczkow, smiesznych powiedzonek, lagodnych spojrzen, <ikonie
twarzy(por. J. Tischner - twarz drugiego jest objawieniem ), labedzich
ramion, sposobie smiechu, dlubania w nosku, drapania w uszko, sposobie
sadzenia fasolki, sposobie nie sadzenia fasolki,   powodow goracych
placzow, oraz powiedzonek po listach do grup dyskusyjnych (por. Przemodar,
Rozyczka, ab. Angel)

Pozdrawiam serdecznie

Zbyszek

Turbo Pascal
Czwarta Władza odc 1
FIFA - pytanko o grze :)
  • powstanie piesni rota
  • wszystkie haki do counter strike 16 download
  • pine i konto pocztowe gdzies daleko
  • obliczanie dawek lekow
  • pobierz open office
  • proste gry online
  • bascom program do obslugi saa1057 jak wstawic
  • decyzja nr 2772Fmon
  • rynair pl
  • Archiwum wypowiedzi z grup dyskusyjnych @@ Start