Zabiorę Cię w podróż. Z której nie możesz już wrócić.
Taki sam.
Czasem zabarwioną. Literacko. Lecz prawdziwą.
Czy mógłbyś ją odbyć sam?
Tak - o ile dasz radę potoczyć się po brzytwie pochyłej wbrew prawom logiki.
a nawet na granice obłędu.
Jest tylko małe ale - możesz nie przeżyć.
Jest też drugie ale - to cała treść towarzysząca.
i trzecie - Ktoś musi zechcieć cię tam zabrać.
Ale jeśli się postarasz...
Więc zacznijmy od początku
Więc zacznijmy od końca
Więc zacznijmy od środka
,, Dzieci to my sami, tylko trochę później
Kiedy łaska Boża rozpłata podłużnie'
/niedziela, 29.12.2002/
Nad ranem 27 grudnia śniła mu się kobieta pełna żalu i nienawiści. ,,Jak to, tak się
starałam, wysługiwałam się wam, a teraz mam nic nie dostać!?" Swój żal kierowała
ku mocodawcom, ale nienawiść, co go początkowo zaskoczyło, do niego. Mimo
kruchości kształtów, nosiła w sobie coś demonicznego i obłędnego zarazem, jakby
całe jej jestestwo zbudowane było ze złości, a żal tak przeogromny, że okalająca
przestrzeń wydawała się zajadliwiać.
Pierwszy raz widział ją latem roku dwutysięcznego; zmaterializowała się na ułamek
sekundy w pokoju dziennym, pomiędzy ławą a stołem, w godzinach rannych. Była
zgrabną, szczupłą blondynką z długimi włosami, lat 23 - 32 (to właśnie ten kłopot
z kobietami), słowem - zakochać się można, a raczej można byłoby, gbyby nie czarne,
spróchniałe zęby, szokujące swym kontrastem z tym ucieleśnieniem piękna. Ubrana
była w powłóczystą, dość jasną suknię, ze stonowanie wyzywającym dekoltem karo.
Postać wydawała się unosić nad powierzchnią podłogi, choć trudno zawyrokować,
ponieważ dolne jej partie przesłaniała ława. Natychmiast zrozumiał, że otrzymał
ostrzeżenie, a trzeba ci wiedzieć, że owego czasu korespondował z pewną osóbką
o imieniu eR. Gdyby cofnąć się w głąb, do dawnych, burzliwych lat, można byłoby
odnaleźć ognistą Ka, która miała zwyczaj wychodzić w najmniej oczekiwanych
momentach. Dalej cofał się nie chciał, z uwagi na możliwość popadnięcia w nazbyt
nachalną przerzutnię. Jak by nie było, przyjął że jest to przekaz od życzliwych,
chociaż owego czasu nie wierzył w żadne takie tam.
Drugi raz zobaczył eR we śnie, kilkadziesiąt dni później. Poznać ją mógł tylko
po włosach i rysach twarzy, choć trudno mówić tu o rysach, a raczej kształcie
i zarysie ogólnym figury, ponieważ była to twarz kościotrupa o żółto-fioletowych
przebarwieniach na czerni. Włosy trochę spłowiałe, długie, zakrywające uszy
i swobodnie opadające niżej ramion, niemal proste, choć dawna puszystość i łagodne
falowanie dobrze wyczuwalne, oczodoły puste, szata powłóczysta, ciemna.
eR nachylała się nad nim, jakby chciała zajrzeć w oczy? prosić o dotyk? przestraszyć?
Tak, trochę się przestraszył.
/poniedziałek, 30.12.2002, wieczorem/
27 grudnia, w jakiś czas po przebudzeniu, gdy przymknął na chwilę oczy, ujrzał
niezwykły obraz, będący rzutem z góry. Obserwator umiejscowiony był ponad
zjawiskiem, dosłownie kilka stopni od płaszczyzny widoku, na tej samej szerokości.
W całkowitych ciemnościach mknął pionowo do góry, przybity do krzyża Pan Jezus,
wobec czego krzyż, pod bardzo dużym skosem, był całkowicie widoczny, natomiast
jeśli chodzi o Chrystusa, widoczna była głowa, faliście opadające włosy i rozpięte na
poprzecznej belce, łagodnie ugięte ramiona. Głowa Pana Jezusa nie była pochylona w
stronę klatki piersiowej, lecz ustawiona w płaszczyźnie pionowej. Ramiona silne,
bez śladów zmęczenia, rozpięte na krzyżu symetrycznie. Krzyż i Jezus zbudowani
z jasnego, białego światła, które jednak wcale nie raziło. Nie wychodziło też ani trochę
poza obszar Chrystusa Ukrzyżowanego, nie było poświat, ani jakichkolwiek
nierówności w rozmieszczeniu światła; panowała całkowita jednorodność. Obraz
pojawił się na dole i zniknął u góry, ale wciąż jeszcze pod obserwatorem. W miarę
zbliżania się obrazu do obserwatora zachowywał on stałą wielkość i niezmienność we
wszystkich szczegółach. Wydawało mu się, że krzyż miał 10-15 cm wysokości, choć
wiedział, że przy braku jakichkolwiek punktów odniesienia jest to tylko subiektywne
wrażenie, wynikające z domniemanej szerokości widoku przy patrzeniu w dół,
choć oczywiście nie widział siebie ponad zjawiskiem. Po sekundzie całe zjawisko
powtórzyło się, a łączny jego czas nie przekraczał 4 sekund.
I jeszcze jedno: Pan Jezus nie miał korony cierniowej.
Przy opisywaniu widzenia zastanawiał się, dlaczego nie dostrzegł choćby skrawka nóg
wystających poza obszar krzyża, co wedle jego przekonania byłoby jak najbardziej
zgodne z rzeczywistością. Sprawdził, poprosił syna, sprawdził raz jeszcze.
Chyba nie muszę ci pisać o zaskoczeniu.
/1.01.2003, 21:00/
Poszli do kaplicy klasztornej na godz. 12-tą. Tym razem prosił o siebie, aby udało mu
się nie używać słów ostrych i suchych. Po raz pierwszy znalazł sens w Litanii
Loretańskiej do N.M.P., choć sformułowanie "Domu Złoty" raziło nadal.
Przy zamkniętych oczach pojawiło się dość niepokojąca świadomość możliwości
widzenia bocznego, ale nie wiedział, czy to nie efekt za lekko domkniętych powiek,
ponieważ czucie boczne nie zgadzało się z rzeczywistością po otwarciu oczu.
Hostia smakowała jak nigdy dotąd; w ustach zrobiło się iście niebiańsko <może to
efekt miejsca, może prośby noworocznej, może posylwestrowej pokuty schodkowej?
a może "miłości z Panem Bogiem na ustach". Maleńki jej skraweczek przykleił się
do podniebienia i pozostawał tam przez kilka minut (co było bardzo ciekawe i przyje-
mne)
: ' ' ' : Eurythmix - Miłości to cud
: ' ' ' : Czemu więc czytasz nie jakby nie było tak
: ' ' ' : Tina Turner - It's only love
: ' ' ' : Yazzo - Happy people
:': " ... przyniesie wszystkim i każdemu z osobna wszelką pomyślność.
Szczęść Boże."
: ' ' ' : " oni grają, a my też gramy "
- jednak uczucie nie znikło razem z nim; utrzymywało się przez długi czas.[Choć Nie
Miał Wielkiego Doświadczenia W Przyjmowaniu Komunii Świętej Wiedział Że Jest
To Coś Wyjątkowego I Niepowtarzalnego]. {iniepowtórzyłosięnigdywięcej. jakdotąd}
Przy wyjściu chciał wrzucić datek na odbudowę[Dziękczynny (nieprawda}he,he{hłe,
hłe}, ale było o kilka par oczu za dużo; przynajmniej jak dla niego. Postanowił wrócić
później.
Po powrocie ze Mszy, w ich pokoju <ostatnio jakby za dużo tych 6-stek - ale to chyba
dziecinada - nie ma co sobie brać do głowyczuć było delikatną, trudną do określenia
woń, choć okno było zamknięte i nie mieli żadnych pachnideł. Jemu wydała się trochę
podobna do migdałów, żona skłaniała się ku anyżowi. [Szkoda Że Nie Podjęliśmy
Starań Dokładniejszego Sprecyzowania Tego Zapachu - Powiedział W Domu.
Tymczasem:]
Zbierali się do wyjazdu. Gdy szedł po samochód, Święty na murze patrzył. Groźnie
tak jakoś. Postanowił zatrzymać się później - zapomniał.
"Ciekawe czy się na mnie gniewa?"
/2.01.2003/
: : "Michał nadal czuwa" /22:50/
Na Sylwestra pojechaliśmy z Piotrkiem i Anią do Klasztoru Kamedułów na Wigrach.
Zabawę uprzyjemniał sekstet jazzowo-swingowy z Suwałk. Wyżej można się było
bawić przy dyskotekowej. Przystawki na zimno, to głównie ryby, z czego byłem
zadowolony. Bawiliśmy się dobrze (jeśli nie brać pod uwagę naszego niedopasowania
w tańcu - ale
: : to jest taka propaganda "co by to nie oznaczało"
- o obronie "wolnego świata" przed Husajnem
do tego zdążyłem się już przyzwyczaić). Podjąłem zobowiązanie noworoczne:
: : Zbigniew Wodecki - Sen blaszano-papierowy
kindżał - dokąd idziesz z tymi działami
aby wszystko co zrobię służyło innym.
: : ucz, ucz, ucz się polskiego. co złego to nie my.
Cały świat czeka, na następny film - Czerwony tulipan
Aut: Kaziu, napisz kartkę "przecena 66%" i powieś
im na drzwiach. Do góry nogami - najlepiej:)
Gdy zespół zakończył ostatnim utworem, ktoś zakrzyknął "nie ma tak łatwo"
i wybisowaliśmy. Potem ten sam chciał coś powiedzieć, ale żona próbowała go
powstrzymać (one zawsze boją się, że jakiś numer wywiniemy, jakbyśmy dziećmi
byli), jednak na szczęście wywinął się jej tylko przesmykiem, wołając: Panowie, może
tak podziękujemy solistce i całemu zespołowi tradycyjnym, polskim "Sto lat". Ktoś
zaintonował i zaśpiewaliśmy. Zespół był bardzo zadowolony, podziękował, a żona
ktosia odetchnęła (kobieta małej wiary była - to takie skojarzenie z Lindą;).
Wychodziliśmy, a ja nadal obserwowałem ktosia. Znów chyba poczuł jakieś tchnięcie,
bo na holu wywinął się jej po raz drugi i wrócił podziękować solistce za piękny głos
mimo statecznego wieku. Na sugestię śpiewaczki zapoznali się imiennie, ucałował ją
w rękę, a później 3-krotnie w policzek i było widać, że ta bezpośredniość
zaintrygowała ją, ponieważ spytała się, skąd jest. Niestety imion "intrygantów",
ani miejsca zamieszkania ktosia nie udało mi się dosłyszeć. Porozmawiali jeszcze
troszeczkę o jakimś koncercie w dn. 12.01, ktoś jeszcze raz podziękował, przeprosił
i odszedł. Podążyłem za nim, bo lubię sobie poszpiegować. Żona poboczyła się trochę
na ktosia, ale zaraz doszli do porozumienia. Przeszli przez dziedziniec do swoich
kwater i kiedy myślałem, że już nic godnego uwagi się nie wydarzy, w połowie
korytarza ktoś oznajmił, że musi chwilę się pomodlić na
: : śnieg pada w tej dolinie - The plastic mistification
(P. Orłowski - prowadz) po 24-tej
zewnątrz; na nic zdały się protesty, że mróz, wiatr, że się przeziębi - wywinął się po
raz trzeci. Wtedy zrozumiałem, że to szajbus jakiś; żona zgrabna, urocza, (i gdyby nie
to jej onieśmielające dostojeństwo, zaryzykowałbym /bo lubię ryzyko/), a ten dziwak
na śnieg, zamiast pod pierzynę białą.
: ' ' ' : jest magia w tej muzyce, jest
Słyszę wiatr, czuję ziąb, patrzę, a
idiota na pierwszy stopień przyklęka, ręce składa i modli się - chyba. Po jakimś czasie
schodki zmienia, momentami jakby
coś mamrotał, frazy powtarzał, gdy zbyt szybko się pośpieszył,
skupiał. W połowie więcej
mniej spróbował jakby dłonie unieść; może chciał jak ptak polecieć,
a może tylko dziki wicher
uciszyć - szkoda, że zrezygnował;
widać wiary nie miał. Widać,
że ciążyło mu to, bo na ? łapą przednią,
jak pies kulejący się podpierał na następny szczebelek (daj kurze grzędę).
: : ale jeśli ja nie odtworzę tego utworu
to będę miał, jak to się mówi, krzywe
klocki, tak?
A przecież mógł zaryzykować; wicher i tak
: : (2) Nazywam się Piotr Orłowski i wrócę w niedzielę
(3) po 22:00.
(1) i o co chodzi? poczekajmy jeszcze chwilę.
cichł momentami. Mimo wszystko końcówka należała do Boga; używał tylko kolan (może
: : Tomasz Rządza
śnieg stworzył poduszkę). Nie rozumiem dlaczego
odszedł ciężko i lekko nie sprawdzając,
czy drzwi są otwarte.
Wróciłem do żony. Oczekiwała. Dałem jej siódme
/cms/ niebo. Zasnąłem szczęśliwy. Bardzo.
~~ to nie magia
[Czytałeś Wiedźmina}
przez ostatni fragment od A przebiegła półfala
czyście powariowali? - przeszła lekka fala
/4:35 albo coś koło tego zapisane dnia 21.04 na komputerze/
/22.04.2003, 21:51/
WEtaj Szatanie
panie systemów dzielących
i sprawiedliwości nieludzkiej
i wam cześć Czarty, Demony, tudzież Zmorki wszelakie
Witajcie hieroglify prawa odwróconego
Witajcie przedstawicielce wiedzy iżycia
ze stron ostatnich
Witajcie płaskowyże nietolerancji artystycznej
małe a Wam się kłania
ni333ko /22:22/
{przeglądał słownik w poszukiwaniu iwy
spośród setek wyrazów po których praebiegł wzrokiem
odczytał znaczenie jednego
isagoga}
{zlustrował.zaklaskałwdłonie.trzykrotnie}
/
/22.04.203, 21:25/
{tylkoniewinnesprostowanie.powtórzyłosięnazajutrz.choćtrochęmniejintensywnewjeg
oodbiorze}
{wwczoraj błąd daty - dziś cyfry}
<toniebłąd.wiecorobi.utwierdziłeś}
dodatek specjalny :
..lewa str post. źle
P.B. zezwolił
a pap. jej wybacz.'
..pr. str. ~ ~
- '' -
- '' - '
..nigdy nie mieliście tak dobrego, n środkowego n napastnika..
/2n krzywu sie włamało/
małe a umie się wznosić - nie jest feniksem
A teraz idźcie, rozwalcie kośćóły
pustkami świecić będą
/przecieżź to nie ważne
skolka udodna dusiciek sie nie doćeka
ale ćas macie, bie?/
rozpatrzmy słowo "przesłuchanie"
przyjmijmy, że zawiera w sobie treść "przesłuch a"
i zaprzeczenie "nie" będące odpowiedzią
kto mówi o przesłuchu, nie wie o czym mówi
kto twierdzi o żądaniach, kłamie
kto nie chce rokować, śmieszy tylko
I tak jest choćby nawet wszystkie
cegły w murze rozwrzeszczały się
aż do tynku odpadnięcia.
Powtórzmy:
- - -
- - - -
- - - -
-
Wzrok spoczął na literze a:
Lewa strona postąpiła źle.
Pan Bóg zezwolił,
a papież jej wybaczył.
Wzrok przeniósł się na literę i:
Prawa strona postąpiła źle.
Pan Bóg zezwolił,
a papież jej wybaczył.
Wzrok podniósł się nad czoło:
Nigdy nie mieliście tak dobrego środkowego napastnika.
(A teraz proszę bardzo; idźcie rokować)
( A teraz proszę bardzo; nie rokujcie)
pewnie teraz spytasz czytelniku, skąd tamten zyg-zak
w przybliżeniu też nie wiedziałem - do dnia 102
falka falka - to nie magia
(kto nie wierzy - jego rzecz)
------------------------------
wysłane 2003-04-29 00:27
system odrzucił